Czwartek, 29 Września 2022  Imieniny: Michala, Gabriela, Rafala

Mija 70 lat od Tragedii Górnośląskiej

Radni Sejmiku Śląskiego, jeszcze w roku 2014, przyjęli ważną uchwałę. Rok 2015 ogłoszono Rokiem Pamięci Ofiar Tragedii Górnośląskiej. Oznacza to, iż po siedmiu dekadach mamy wreszcie szansę nie tyle wspomnieć- bo tak naprawdę pamięć o wydarzeniach z początku 1945 roku, choć przez lata ukrywana, istniała w śląskich rodzinach zawsze- co zagłębić się w tej historii i oddać cześć tysiącom Górnoślązaków, którzy padli ofiarą stalinowskich represji. Był styczeń 1945 roku. Przeganiająca Niemców od kilkunastu miesięcy (przełomem była wielka bitwa pancerna na Łuku Kurskim w lipcu i sierpniu 1943 roku) systematycznie na zachód Armia Czerwona dotarła na rogatki niemieckiej prowincji Oberschlesien, do której 6 lat wcześniej przyłączono miejscowości przedwojennego polskiego Górnego Śląska. Wojska I Frontu Ukraińskiego 16 stycznia zaczęły zajmować leżącą jeszcze w „Generalnej Guberni” (czyli w potocznym rozumieniu- w Polsce) Częstochowę. Kilka kilometrów dalej była więc upragniona przez dyszących żądzą zemsty za lata krzywd i upokorzeń krasnoarmiejców znienawidzona „Giermania”… O ile większość oficerów orientowała się w sytuacji geopolitycznej, o tyle mało kto dbał o świadomość szeregowców, czasami z premedytacją nie wyprowadzając ich z błędnej oceny sytuacji. Różnica pomiędzy traktowaniem ludności w „polskiej” i „niemieckiej” części Górnego Śląska (biorąc pod uwagę granicę sprzed września 1939 r.) co prawda istniała, bo w tej pierwszej nieco do powiedzenia miały idące z wojskiem sowieckim nowe, polskie komunistyczne władze (oraz milicja). W części „niemieckiej” każdy obywatel był dla Rosjan Niemcem i jako taki podlegał niegraniczonym represjom. Równolegle, w Prusach Wschodnich- pierwszej stricte niemieckiej prowincji do jakiej wkroczyli sowieci- rozgrywały się dantejskie sceny: mordy, gwałcenie dziewcząt i kobiet, grabieże, bezsensowne niszczenie mienia. Eskalacja nienawiści i planowej dewastacji teraz miała dosięgnąć także Górnego Śląska. Na wieść o wojskach sowieckich w Częstochowie ówczesne Stahlhammer jeszcze tego samego dnia (16 stycznia) opuściła większość niemieckiej administracji i dyrekcja Fabryki. Nazajutrz wyjechała reszta. 17 stycznia specjalne komando minerskie SS oraz grupa żołnierzy kolaborującej z Niemcami Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej generała Własowa (tzw. własowcy) wysadziła leśne magazyny broni i amunicji przy szosie Kalety- Sośnica. W powietrze wylecieć miała także zaminowana już szosa- ale strach przed wojskami sowieckimi okazał się silniejszy. SS- mani i własowcy spanikowali. 19 stycznia, a więc dwa dni po ewakuacji władz niemieckich, zapaliła się Fabryka. Sprawcami pożaru, wbrew pokutującemu przez lata twierdzeniu o winie Werkschutzu (ochrony zakładu), byli najprawdopodobniej sowieccy robotnicy przymusowi, których, pijanych i plądrujących pomieszczenia przy blasku prowizorycznych pochodni, widzieli na miejscu pożaru pracownicy zajmujący się jego gaszeniem. 20 stycznia, w godzinach popołudniowych, do Kalet wkroczyła 21 Armia dowodzona przez generała Dmitrija Gusiewa. Jak wyglądało wyzwolenie? Tego niestety żadne z dostępnych mi opracowań traktujących o historii Kalet nie opisuje. Na podstawie analogii z sytuacją w innych zajmowanych przez Rosjan miejscowościach można jedynie stwierdzić, że nie obyło się bez grabieży zaś pochowani po piwnicach ludzie z trwogą oczekiwali niewiadomego. Pierwsze większe miasto śląskie znajdujące się przed wrześniem 1939 roku za niemiecką granicą- Gliwice- Rosjanie zdobyli w nocy z 23 na 24 stycznia, 27 stycznia opanowano Bytom. Do końca marca w rękach sowieckich znalazło się całe historyczne terytorium Górnego Śląska. Świadkiem szczególnej masakry dokonanej przez żołnierzy „goszczącej” poprzednio w Kaletach 21 Armii stali się pomiędzy 25 a 28 stycznia mieszkańcy podbytomskich (dziś będących dzielnicą tego miasta) Miechowic. Zaczęło się od przypadkowych jednostkowych mordów i egzekucji ludzi wywlekanych siłą z piwnic. Eskalacja nastąpiła 27 stycznia, po zabiciu sowieckiego majora przez niezidentyfikowanego strzelca. W tym dniu zastrzelono i zatłuczono kolbami karabinów około 200 miechowiczan, nie oszczędzając dzieci, kalek (tych likwidowano niejako automatycznie. Kalectwo przyjmowane było jako dowód walki na froncie) i kobiet. Obrazu apokalipsy dopełniły grabieże sklepów oraz masowe, wielokrotne, nierzadko zbiorowe gwałty na dziewczynach i kobietach (w tym nawet na kobietach w zaawansowanej ciąży). Łączną liczbę ofiar tych drastycznych wydarzeń szacuje się na około 300 osób. Morderstwa, kradzieże i gwałty doświadczane ze strony żołnierzy radzieckich stały się w tych dniach codziennością dla mieszkańców Górnego Śląska. Zabijano bez powodu- bo w końcu dopadnięto niemiecką bestię w jej mateczniku. Grabiono- bo dla przeciętnego krasnoarmiejca zegarek, rower czy maszyna do pisania (nie mówiąc już o radiu) stanowiły majątek, którego nie dorobił się przez całe dorosłe życie. Gwałcono- bo wreszcie, po latach trzymania we względnych ryzach podczas pochodu przez bezkresy wyzwalanych republik oraz Polskę, żołnierze dostali „zielone światło”, zaś niemiecka czy śląska (dla większości- jak już wyżej wspomniałem- nie miało to istotnego znaczenia) dziewczyna czy kobieta była przecież córką, żoną czy siostrą znienawidzonego wroga, którego wreszcie można było upokorzyć. Przekleństwem dla Górnoślązaków stała się w tych dniach volkslista- dokument poświadczający posiadanie stopnia narodowości niemieckiej. O ile w Generalnej Guberni określenie się jako volksdeutsch na podstawie specjalnej ankiety, było nieobowiązkowe, ale skutkowało otrzymaniem konkretnych przywilejów z tego tytułu, o tyle na Śląsku- jako terytorium włączonym bezpośrednio do Rzeszy- wypełnienie tejże ankiety było już obligatoryjne. Nie zastosowanie się do tego przepisu groziło np. wywózką do obozu czy konfiskatą mienia. Volkslista miała IV kategorie. Pierwszą stanowili Niemcy, którzy w przedwojennej Polsce byli działaczami niemieckimi i sprzyjali III Rzeszy. Kategorię II przyznawano dawnej mniejszości niemieckiej w Polsce, III grupa miała być przyznawana tym, którzy mieli choćby domieszkę niemieckiej krwi i przy tym oceniano ich za łatwych do zniemczenia. Grupa IV zaś przeznaczona była dla Polaków pochodzenia niemieckiego, którzy czynnie popierali polskie władze przedwojenne, a także Polaków, którzy po pomiarach czaszki i innych badaniach uznani zostali za wartościowych rasowo. Grupy I i II dostawały obywatelstwo automatycznie, a III i IV warunkowo, w drodze indywidualnej decyzji urzędnika. Na Śląsku, podczas trwania wojny, do I i II grupy zaliczono 20%, do trzeciej 70% ludności. Ankietę wypełniano bez większych wyrzutów sumienia- popierały ten krok (czyniony dla tzw. „świętego spokoju”, celem obycia się bez zbędnych ofiar) kościół katolicki i polski rząd na uchodźctwie. Postępujące za wojskiem oddziały NKWD oraz instalujące się na Śląsku polskie władze komunistyczne rozpoczęły skrupulatną weryfikację mieszkańców Górnego Śląska na podstawie volkslist. Obowiązywał dekret, na mocy którego wszystkich volksdeutchów internowano („Każdy obywatel polski, który zadeklarował swoją przynależność do narodowości niemieckiej, bądź korzystał z praw i przywilejów z tytułu przynależności do narodowości niemieckiej podlega, niezależnie od odpowiedzialności karnej, przetrzymywaniu, umieszczeniu na czas nieoznaczony w miejscu odosobnienia (obozie) i poddaniu przymusowej pracy” brzmiał dokument z 4 listopada 1944 r.). Tym sposobem szybko wypełniono ponownie więźniami niektóre opuszczone przez Niemców dawne obozy koncentracyjne. Owiany złą sławą w tym kontekście był zwłaszcza obóz w Świętochłowicach- Zgodzie, gdzie oprócz volksdeutchów umieszczano wszelkie osoby podejrzane o niechęć do komunistycznej władzy. Nierzadko więźniów aresztowano na podstawie fałszywych donosów. Przez Zgodę przewinęło się podczas krótkiego okresu funkcjonowania tego obozu (luty- listopad 1945) niemal 5800 więźniów. Około 2,5 tysiąca spośród tej liczby zmarło w nim na wskutek nieludzkiego traktowania, brutalnych gwałtów, tortur, oraz epidemii czerwonki i tyfusu, które powstały i rozprzestrzeniły się w wyniku głodu oraz katastrofalnych warunków sanitarnych i higienicznych. Tego typu obóz, z tysiącami osadzonych, zorganizowano również w podopolskich Łambinowicach. Jeżeli chodzi o okolicę najbliższą Kaletom- obóz pracy dla Niemców i volksdeutchów I i II grupy istniał też w 1945 roku w tarnogórskich Lasowicach. Istotnym elementem dopełniającym apokaliptycznego obrazu sytuacji na Górnym Śląsku w pierwszych miesiącach 1945 roku były wywózki mieszkańców na wschód. 3 lutego 1945 r. sowiecki Państwowy Komitet Obrony ZSRR wydał dyrektywę o zmobilizowaniu obywateli Rzeszy Niemieckiej w wieku 17-50 lat, pozostających na zapleczu I, II i III Frontu Białoruskiego i I Frontu Ukraińskiego (operującego na Górnym Śląsku) do przymusowej pracy na terenie ZSRR. Sowieci traktowali to jako formę reparacji (odszkodowań) wojennych za zniszczenia dokonane przez Niemców na terenie ich państwa. Dyrektywa weszła w życie w dzień po konferencji jałtańskiej (12 lutego). Na Górnym Śląsku rozpoczęła się akcja masowych zatrzymań, których szczególna koncentracja przypadła na teren Bytomia, Gliwic i Zabrza. Co ciekawe, zatrzymywano też mieszkańców pogranicznych miejscowości dawnego województwa śląskiego, w tym Kalet. W świetle dokumentów sowieckich tylko w ramach tej operacji na zapleczu I Frontu Ukraińskiego (czyli głównie na terenie Górnego Śląska) internowano ponad 40 tys. osób. Internowanych osadzano w obozach przejściowych, m.in. w Bytomiu, Gliwicach, Łabędach. Często najpierw wykorzystywano ich do demontażu wielkich zakładów przemysłowych, których części wysyłano następnie do ZSRR. Po poszerzeniu szyn kolejowych na rosyjski rozstaw ruszyły transporty na wschód. Deportowanych wieziono w fatalnych warunkach. Bydlęce wagony kolejowe z wyciętą dziurą w podłodze jako sanitariatem i prowizorycznym piecykiem, mieszczące od 40 do 100 osób, były jedynie przedsmakiem tego, co zastano na miejscu. W Związku Radzieckim osadzano ich w obozach znajdujących się przede wszystkim na terenie Zagłębia Donieckiego (Donbas), dalej na obszarze Białorusi i Kazachstanu. Górnoślązaków przydzielano do batalionów roboczych. Katorżnicza praca w łagrach połączona z fatalnymi warunkami bytowo-sanitarnymi i głodowymi racjami żywnościowymi zbierała wśród nich krwawe żniwo. Ostatni spośród tych, którym się udało przeżyć, wracali jeszcze nawet na początku lat 50-tych. Tak relacjonował pobyt w łagrze syn jednego z deportowanych: „Z opowiadań ojca (Karola B.) wiem, że pracował w nieludzkich warunkach w kopalni węgla w Donbasie. Obóz, w którym przebywał, był silnie strzeżony. Wokół znajdowały się wieże obserwacyjne i druty kolczaste. Strażnicy byli wyposażeni w broń oraz towarzyszyły im psy. Ucieczki kolegów z reguły kończyły się niepowodzeniem. Po schwytaniu uciekinierów sprowadzano ich z powrotem do łagru. Następnie na oczach kolegów, dla odstraszenia nieludzko torturowano ich. Pokład, w którym pracował ojciec, miał 60 cm wysokości. Głód i choroby wykańczały internowanych. Z wywiezionych do ZSRR współtowarzyszy kopalni »Bytom« prawie nikt nie ocalał. Do 1947 r. ojciec był świadkiem ich śmierci. Brał udział w ich »pogrzebie«. Ofiary represji zostały ulokowane w bunkrze pełnym wody. Gdy nastąpił rozkład ciał, kazano mojemu ojcu usunąć zmarłych. Musiał to robić gołymi rękami. Trupy zostały załadowane na wóz i następnie wrzucone do wykopanego dołu”. (List R. Piecki, Śląska tragedia, „Górnik” 1992, nr 14 z 4 kwietnia.) Szacuje się, że podczas opisywanych wydarzeń na wschód wywieziono łącznie pomiędzy 50 a 60 tysięcy Górnoślązaków. Z tej liczby, jak udało się dotychczas ustalić na podstawie sądowych wyroków o uznaniu osoby za zmarłą, na 100% nie przeżyło 5090 więźniów. Z czasem dane te staną się zapewne dużo bardziej przerażające… Jak już wyżej wspomniałem- deportacje i internowania nie ominęły mieszkańców Kalet. Jeszcze w 1945 roku polskie władze komunistyczne sporządziły listę niemal 10 tysięcy nazwisk, dopominając się w Moskwie o zwolnienie śląskich więźniów w związku z katastrofalną sytuacją miejscowego przemysłu. Na liście znalazło się 23 mieszkańców gminy Kalety oraz dwóch mieszkańców ówczesnej gminy Zielona. Jednak jedynie co do niejakiego Stanisława Sypniewicza, który jako górnik trafił do łagru w ZSRR, istnieje pewność deportacji na wschód. Nie można natomiast ustalić, czy pozostali internowani więzieni byli na miejscu, czy też przeżyli gehennę na Ukrainie lub w Kazachstanie. Obchody 70-tej rocznicy Tragedii Górnośląskiej są wyjątkową okazją do oddania hołdu jej ofiarom, więc- o ile któryś z czytelników posiada wiedzę na ten temat- zapraszam do współpracy. Być może razem uda się zapełnić tę białą kartę kaletańskiej historii. Reasumując- rok 1945, w świetle tego, co zostało powyżej przytoczone, dla Górnego Śląska i jego mieszkańców jest rzeczywiście datą tragiczną. Na ironię zakrawa fakt, że wszystkie te straszne wydarzenia przypadły na czas, kiedy w każdym prawie zakątku Europy słychać było wielki oddech ulgi i radość z końca wojny. Z perspektywy górnośląskiej nieszczęścia niestety dopiero wówczas na dobre się rozpoczęły… Pamięć o Tragedii Górnośląskiej jest dla nas, jako mieszkańców tej tak ciężko doświadczonej ziemi, obowiązkiem. Dlatego też namawiam do wizyty w Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR w 1945 roku, które, pod patronatem Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego zostanie uroczyście otwarte 14 lutego br. na terenie starego dworca kolejowego w pobliskim Radzionkowie. Osoby, które posiadają wiedzę na temat ostatnich dni wojny w Kaletach oraz o szykanach, jakie spotkały mieszkańców w związku z całokształtem wydarzeń określanych jako Tragedia Górnośląska (aresztowania, deportacje) proszone są o kontakt pod numerem telefonu: 034 352-76-52.

 

Jacek Lubos

 

Tworząc powyższy tekst skorzystano z następujących publikacji, stron www oraz relacji: C. Merridale, Wojna Iwana; E. Koj, Masakra w Miechowicach. Rekonstrukcja zbrodni, CzasyPismo 1/2012; Wywózka. Deportacja mieszkańców Górnego Śląska do obozów pracy przymusowej w Związku Sowieckim w 1945 roku, pod red. S Rosenbauma i E. Węgrzyna; Obóz pracy w Świętochłowicach w 1945 roku, IPN 2002; Herbert Borek, Uwagi do książki „Dzieje Zakładów Celulozowo– Papierniczych w Kaletach w 120 rocznicę uruchomienia produkcji”, Przegląd Papierniczy, czerwiec 2005; www.deportacje45.pl Relacja naocznego świadka— deportowanego do Donbasu Wilhelma Lubosa.